Mozaiki elewacyjne: czyżby szklane domy?

O ile wewnątrz budynków - mozaiki są spotykane na każdym kroku, o tyle na zewnątrz... już nie są zbyt popularne. A przynajmniej tak może się wydawać. Kamienne podłogi tarasów i powierzchnie podjazdów również należy bowiem zaliczyć do sztuki mozaiki. W swojej najbardziej znanej formie - obrazu złożonego z małych elementów – zdarza się ona jednak niezmiernie rzadko.*

Może warto więc ten trend zmienić? Obrazy i mozaiki elewacyjne to szalenie popularna forma zewnętrznej dekoracji ściennej w krajach takich, jak Hiszpania, Portugalia, czy Włochy. W Polsce przez chwilę moda na mozaiki pojawiła się wraz z rozwojem masowego budownictwa spółdzielczego w czasach początków Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Wówczas mozaiki zdobiły osiedlowe fontanny, przejścia w blokach - nazywane w niektórych regionach kraju "prześwitami", a nawet ściany wieżowców.

W tym samym czasie jednak dzieci w szkołach uczono, że mozaika jest techniką używaną niemal wyłącznie w starożytności, zaś na wsiach tak zwaną "podbudówkę" domów mieszkalnych przyozdabiano często... potłuczonym szkłem z kolorowych butelek. Częściowo zatopione pod powierzchnią betonu tworzyły kolorową "rozsypankę", która ożywiała szarość betonowego fundamentu.

Dziś na szczęście powoli zmienia się postrzeganie architektury zarówno wewnętrznej, jak i zewnętrznej. Wystrój domu i jego otoczenia staje się równie ważne, jak wystrój sypialni lub salonu. Dlatego mozaiki znów zaczynają zdobywać przebojem serca młodych projektantów. Tym bardziej, że dziś ich wykonanie można bez problemu powierzyć specjalistycznej firmie, która na podstawie dostarczonego wzoru wykona w zasadzie dowolny obraz, na dowolnej powierzchni i w dowolnej technice - mozaiki szklanej, ceramicznej, a nawet kamiennej.

Miłośnicy Andy'ego Warhola mogą więc zafundować sobie elewację w stylu pop-art. Wystarczy tylko mozaika w kształcie słynnej zupy Campbell i już można cieszyć się wyjątkowo oryginalnym i przyciągającym wzrok domem. Wprawdzie zdaniem niektórych będzie to kicz, ale z drugiej strony ponoć "nie to ładne, co ładne, ale to, co się komu podoba". Zresztą, może lepiej się cieszyć, że mozaikę sprawił sobie fan pop-artu, a nie miłośnik męskiego aktu?

 

* Nie licząc oczywiście mało chwalebnej pozostałości po „pseudoartystycznej” twarzy epoki słusznie minionej i PRL – owskich, socrealistycznych, mozaikowych koszmarkach, ozdabiających elewację bloków z wielkiej płyty...